Po co jest kobiecie mąż? Nie wiesz? Sprawdź!

20:47


Sylwester w Mamatorkowym domu to nie tylko kolorowe fajerwerki, musujący szampan, czy impreza do białego rana. Możecie mi wierzyć , że nie ma tutaj znaczenia, to że tegoroczny szampan był bezalkoholowy, a imprezę można raczej nazwać Kinder party. No cóż jakie czasy takie party.

Sylwester to czas naszej rocznicy, to kolejny rok spędzony razem z Mr Rightem. To kolejny rok razem jako para i kolejny jako małżeństwo. Swoją drogą straszny banał poznać się na imprezie sylwestrowej, prawda? No może nie tak do końca, ale o tym napiszę Wam przy innej okazji. Wracając do tematu rocznicy to sama się dziwię, że to tak szybko mija, że kolejny rok możemy do naszego stażu doliczyć. Niedługo będziemy również świętować kolejną rocznicę ślubu – czwartą! Pamiętam jak dziś komentarze niektórych: „po co się tak śpieszycie?”, „Nie jesteście za młodzi?”, „Po co Wam ten ślub?”.

Ale kto by się wtedy przejmował głupimi komentarzami. Byliśmy pewni swoich uczuć i swojej decyzji. I tak mijają nam kolejne wspólne lata.

Jednak podnosząc po raz tysięczny z podłogi porzucone przez Mr Righta skarpetki (to jest chyba jakiś męski defekt genetyczny!) i zbierając jego rozrzucone po mieszkaniu ubrania zaczęłam się zastanawiać po jaką cholerę mi to wszystko? I tak powstało w mojej głowie pytanie główne, które brzmi: po co właściwie kobiecie mąż?

W celu znalezienia na to pytanie odpowiedzi poddałam gruntownej analizie ostatnie wspólne lata. Z tych rozważań pojawiły się następujące wnioski:
Dziecko, dom, poczucie bycia potrzebnym, seks – tak wszystkie te elementy naszego życia są również związane z mężem, ale umówmy się, że minęły już czasy, kiedy do osiągnięcia tego wszystkiego konieczna jest obrączka. A już na pewno sprzątanie, zbieranie skarpetek, gotowanie obiadów, pranie itp. Nie sprawiają, że czujemy się bardziej potrzebne, co najwyżej bardziej zmęczone – a do tego biała suknia też nie jest konieczna;)

No więc, po co ten mąż w tym naszym kobiecym życiu jest nam potrzebny? Jaką ten gościu z taką samą obrączką jak nasza pełni funkcję? Myślałam, analizowałam te nasze wspólne życie, aż wreszcie znalazłam jednak odpowiedź na to ważne, filozoficzne wręcz pytanie!

Otóż Moje Drogie mąż jest po to, w naszym życiu by dbać o rozwój naszego intelektu, wyobraźni, sprytu i przebiegłości.

Mówisz, że to bzdura? To sama pomyśl ile razy musiałaś nieźle się nagłówkować, żeby ukryć fakt, że trzeci raz w tym miesiącu kupiłaś buty, a ta kwota której brakuje na Waszym wspólnym koncie została u Twojej ulubionej fryzjerki? Ale co tam buty, co tam fryzura (której mąż pewnie i tak nie zauważył – swoją drogą ciekawe czy oni faktycznie tego nie zauważają, czy wolą nie zauważyć, bo mnieJ boli ich wtedy portfel?)!

Pomyśl ile razy, kiedy mężowaty po raz kolejny dźwignął Ci ciśnienie, obmyślałaś plan morderstwa doskonałego, którego ofiarą miał paść wcześniej wspomniany winowajca Twojego zdenerwowania? Ile razy rozważałaś czy lepiej wbić mu nóż, uderzyć czymś tępym czy może rozjechać samochodem? Finalnie dochodząc do wniosku, że w pierwszym przypadku jest za dużo krwi, żeby to ukryć, w drugim nie masz tyle siły, a w trzecim szkoda samochodu (a poza tym kto zapłaci za jego naprawę, skoro mężowatego nie będzie?) Ile razy myślałaś co zrobisz z ciałem?

Jak myślisz dlaczego kobiety piszą rewelacyjne kryminały? Ponieważ tysiąckrotnie wbijały odłamek szkła w klatkę piersiową męża, rozjeżdżały go samochodem, zrzucały go z balkonu, a później ukrywały ciało w dywanie, bagażniku, sejfie, zakopywały w ogródku. Wszystko to oczywiście w myślach. Wszystko zaplanowały w najdrobniejszych szczegółach, by stwierdzić finalnie, że opracowany plan morderstwa może poczekać. Do jutra, albo nawet do pojutrza.

A wiecie o czym świadczy to, że odkładamy plany zabicia mężów na jutro, na za tydzień, na następy raz? Z miłości! Tak, z miłości. Pewne małe, ale bardzo mądre dziecko powiedziało kiedyś, że „miłość jest wtedy, kiedy chcemy kogoś zabić, ale wciąż przekładamy to na jutro”. W zupełności się z nim zgadzam. Mężowie wystawiają nas codziennie na próby i zmuszają nas do wymyślania coraz to nowych pomysłów na ukatrupienie ich, a jednak wciąż żyją i rozrzucają te swoje skarpety, wracają do domu z pięciominutowym opóźnieniem (w ich mniemaniu oczywiście - rzeczywisty zegar wskazuje minimum pół godzinne opóźnieniem), męczą nas tymi meczami, turniejami itp. Drodzy Panowie doceńcie nasze miłosierdzie i pamiętajcie, że kiedyś możemy nie wytrzymać i .... będzie źle.

PS. Tak kochany Mr Righcie, to, że jeszcze Cię nie udusiłam zawdzięczasz temu, że Cię Kocham! Pamiętaj jednak, by nie nadwyrężać mojej cierpliwości ;)

To Cię może zainteresować

2 komentarze

  1. Wszystkiego dobrego! Fajnie tak w Sylwestra. ;)

    I nie zabijaj tego męża. Przyda się do tych rzeczy, do których niby w dzisiejszych czasach męża nie trzeba, ale chyba jednak z własnym ukochanym, "wrogiem", ale tak naprawdę przyjacielem, mieć je jest lepiej. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Tobą w dwóch rzeczach:
    1. Z treścią wpisu. Też słyszałam, że po co tak młodo. ;-)
    2. Z tym, że ten szablon jest super. Też go lubię. :D

    Pozdrawiam zimowo :)

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge