A Ty jesteś księżniczką w złotej wieży? Sprawdź!

20:50



















Opowiem Wam dzisiaj historię, a w zasadzie bajkę o księżniczce, wieży, księciu i takich tam. Wydaje się, że ją znasz? Owszem znasz z AUTOPSJI!

Nie w tak całkiem w odległych krajach, nie za siódmą górą i nie za siódmą rzeką, lecz całkiem niedaleko, żyła Księżniczka. Mieszkała w pięknym miejscu, w wysokiej wierzy całej ze złota, którą wspólnymi siłami razem z księciem wybudowali i z wielką dumą razem tam zamieszkali. Po jakimś czasie dołączyło do nich książęce Maleństwo. Teraz już niczego jej nie brakowało. Nie mogła narzekać na nudę. Miała mnóstwo zajęć  – własna wieża zobowiązuje. Jej dzień wypełniały obowiązki względem ukochanego Księcia oraz wyczekanego Maleństwa. Książę codziennie rano wychodził, by zadbać o swoje królestwo, a ona razem z Maleństwem spędzali cały dzień razem, bawili się, wygłupiali, dbali o wierzę i czekali na powrót Księcia do domu. Księżniczka była szczęśliwa. Miała wszystko o czym Księżniczka może marzyć: złotą wierzę, Księcia, Maleństwo, dużo zajęć, poczucie bycia potrzebnym. Jednak coś nie dawało jej spokoju, czegoś jej brakowało. Czegoś co kiedyś miała, ale zagubiła. Co to takiego?

Brakowało jej SIEBIE.

Wydaje Cię to znajome? I słusznie.

Tak naprawdę tą księżniczką, zamkniętą w złotej wierzy jest każda z nas, każda młoda mama.

Jak wygląda nasz dzień? Dokładnie tak jak dzień tej Księżniczki.

Mamy ukochane dziecko i spędzamy z nim całe dnie – tak, tego właśnie chcemy i to sprawia, że jesteśmy szczęśliwe. Razem z nim w przerwach między zabawą klockami a spacerem zajmujemy się naszym wymarzonym mieszkaniem, doprowadzając je do względnego porządku (całkowity porządek i małe dziecko się ze sobą nie łączą, to oksymoron). Dbamy o to, by mąż po przyjściu do domu miał co zjeść, by dziecko dostało deser, by pies wyszedł na spacer. Pierzemy skarpetki syna, układamy lalki córki, prasujemy koszule męża.

Mamy wszystko, co sprawia, że jesteśmy szczęśliwe: dom, dziecko, męża. Jednak czegoś nam brak. Coś nie pozwala nam stać się szczęśliwymi w pełni. Zajmujemy się wszystkimi w koło, dbając by każdy z domowników był zadowolony, najedzony, uśmiechnięty.

Nie dbamy jedynie o siebie. W natłoku zajęć zapominamy o sobie!

Nagle nasze wymarzone mieszkanie, dobra praca męża (która niestety skutkuje jego późnymi powrotami do domu), odłożenie na bok własnej kariery, poświęcenie swojego czasu rodzinie sprawa, że czujemy się jak Księżniczki zamknięte w złotej wieży. Niby mamy wszystko, a utraciłyśmy to co najważniejsze SIEBIE.


Nie potrzebujemy dużo, by znów się odnaleźć. Potrzebujemy jedynie męża/partnera, który nie będzie spędzał całego dnia w pracy, który wróci do domu na tyle wcześnie, byśmy przynajmniej raz w tygodniu mogła wyskoczyć na siłownię, pójść z przyjaciółką na kawę, przeczytać jeden rozdział książki, którą zawsze chciałaś przeczytać. Wiem, że to nie jest łatwe. Wiem Drodzy Panowie, że pracujecie dla nas, by nam i dzieciom zapewnić jak najlepsze życie. Jednak nie zapominajcie, że my mamy też miałyśmy swoje życie „przed dzieckiem” i chciałybyśmy zachować przynajmniej jego cząstkę. Bez Was to nie jest możliwe.  

Nie zamykajcie nas w złotych wieżach! 

To Cię może zainteresować

6 komentarze

  1. Hmmm... no nie wiem. Jakoś nie mogę się zgodzić z tym tekstem. A to nie jest tak, że same sobie to robimy? Wyczuwam jakąś pretensję do facetów, ale wystarczy porozmawiać, poprosić o chwilę dla siebie. Rodzina też może w tym pomóc. Do pracy też można wrócić. Ja wróciłam do pracy dosyć szybko, bo chciałam. Daje mi to sporo satysfakcji i odpoczywam od domowych spraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie zawsze jest takie proste jak się wydaje. Oczywiście, że pomocna jest rodzina i można w niektórych sytuacjach poprosić o pomoc. Jednak jesteśmy dorośli i to my mamy dzieci, a nie nasi rodzice, więc podział obowiązków powinien głównie opierać się na nas, a tylko w niektórych sytuacjach wesprzeć się resztą rodziny. Powrót do pracy też nie zawsze jest taki prosty.

      Usuń
  2. Całkiem niedawno rozmawiałam o tym z mężem. On po prostu nie zdawał sobie sprawy z tego, że mimo naszego szczęścia rodzinnego, czegoś mi brakuje. Musiałam mu co prawda wyjaśnić jak krowie na rowie co mam na myśli. Ale zrozumiał :) sam przyznał, że gdyby był na moim miejscu pewnie czułby to samo. Dlatego nie ma na co czekać aż wpadniemy w depresję, tylko jak najszybciej rozmowa z facetem. Korona mu z głowy nie spadnie jak się zajmie córką cały dzień. A my możemy zrobić coś TYLKO dla siebie. Bo przyznam, że czasami jak chciałam kupić ciuch dla siebie to jakoś mimochodem lądowałam w dziecięcym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda jest taka, że nam jest również ciężko spędzić cały dzień bez dziecka i właśnie tak kończą się zakupy :)

      Usuń
  3. A mi się wydaje, że to nie kwestia macierzyństwa tylko tak po prostu "wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma". Mam znajome, które siedząc z dzieckiem w domu narzekały, po powrocie do pracy narzekały, rezygnując z pracy narzekały i tak dalej... Mało która matka potrafi dobrze wsłuchać się w siebie... Ja zrobiłam sobie taki rachunek zysków i strat. I wolę siedzieć z dzieckiem w domu. A jak tyrałam w korpo, też nie zawszę miałam czas na wyjście na siłownię, na spotkanie z kumpelą itp. Choć z facetem warto rozmawiać, to prawda... Sami się nie domyślą, tak już mają. :D

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge