Dziecko + jesień, co wychodzi z tego połączenia

09:13

Matki mają swoje uprzedzenia i nie lubią jej. Dlaczego?

Zaczyna się we wrześniu i trwa do grudnia. Niby niedługo, a czas ten ciągnie się i ciągnie. JESIEŃ. Najchętniej zapadłabym w zimowy sen niczym niedźwiadek, a w najgorszym wypadku zakopała się pod kocem , z wielkim kubkiem kakao albo herbaty, z książką w ręku i tak przeczekałabym jesień. No to się teraz zagalopowałam. Jest dziecko nie ma siedzenia pod kocem. Rollearcoster nie zatrzymuje się kiedy pada deszcz.

Co przynosi ze sobą jesienny czas zmiksowany z małym dzieckiem?
  1. Problem z ubiorem – nie, tu nie chodzi o to czy ubrać dziecku sweter w żółte paski, czy może z pieskiem. Pytanie brzmi: czy w ogóle ubierać sweter? Czy ubrać body z długim czy z krótkim rękawem? Czy założyć kurtkę, czy bezrękawnik a może sweter wystarczy? I można tak wyliczać i wyliczać. Jak byś nie zrobiła będzie źle: albo przegrzejesz albo będzie dziecku zimno. Nie dogodzisz. Jedyne co jest pewne to, to, że jedna i druga opcja zakończy się gilem po kolana. Latem nie ma problemu dziecko lata w stroju kąpielowym, albo bez. Nawet zimą nie ma problemu. Syberia i tyle, więc trzeba ciepło ubrać siebie i dziecko. Nie ma nad czym się zastanawiać. Chyba, że na tym czy rękawiczki założyć czerwone czy czarne. Jesienią spędzasz godzinę przed szafą, drugą przed termometrem zastanawiając się czy 10 stopni to zimno czy jednak jeszcze ciepło.
  2. Deszcz – deszcz, deszcz, deszcz + wiatr, wiatr+ mżawka itp. Zasadniczo niby trochę wody, a roztrzaska Ci plan dnia całkowicie. Zawsze wychodziłaś na spacer o podobnej porze, to teraz nie pójdziesz bo coś zimnego Ci leje się na głowę. Siedzisz w domu, dziecko siedzi w domu, nudzi się, a jak się nudzi to pojawia się potwór nazywany potocznie…
  3. Marudzenie – nie wiem jak Wasze dzieci, ale Mała Zet to raczej typ społeczny. Siedzenie cały dzień w domu nie jest jej ulubionym zajęciem. Niestety kończy się to marudzeniem (naszym wspólnym), wchodzeniem na mnie i ciągłą potrzebą bycia na moich rękach. Dodam, że ona robi się co raz cięższa a ja z każdą godziną mam dłuższe ręce.
  4. Ciemność – ciemność wiedzę, ciemność. Nie ma słońca. Czy wspominałam Wam, że ja jestem ładowana na baterie słoneczne. Nie ma słońca, nie ma siły. Zatem o wiele szybciej padam na twarz, a może to dlatego, że Mała Zet nie daje mi chwili wytchnienia? Szybko robi się ciemno. Tego nie lubię. Potęguje to moje marudzenie.
  5. Przeziębienie – zmienna pogoda, nie możność dopasowania odpowiedniego ubrania to daje nam 100% pewność, że prędzej czy później zaprzyjaźnimy się z chusteczkami, tabletkami i kolejką do lekarza. Kiepska opcja.


A Wy jakie macie zdanie na temat jesieni? Lubicie? Nie lubcie? Za co lubicie albo nie?


PS. Tak w ogóle to nie jestem, aż taką marudą i przyznaję, że jesień ma też fajne strony: złota polska jesień, kolorowe liście, jarzębina, kasztany. Pewnie jak Mała Zet podrośnie to bardziej ją polubię. Będziemy robić ludziki z kasztanów i jarzębiny. Zawsze to lubiłam kiedy byłam dzieckiem. A Wy? 

To Cię może zainteresować

5 komentarze

  1. Jesień jak jesień. Z ubieraniem trochę trudniej, ale zapowiada się że już zaraz zima i wątpliwości się skończą:) Deszcz zasadniczo staramy się ignorować. Jeśli mamy wyjść to wychodzimy, staramy się tylko odpowiednio ubrać. A co do chorób, to ostatnio pisałam na ten temat trochę u siebie, to mogę zaprosić:) http://www.naszekluski.pl/2015/10/sposoby-na-przeziebienie/ Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do punktu numer 1... U nas nie problem nawet w tym jak ubrać Bąbla, ale ILE TO TRWA! No bo trzeba ściągnąć spodnie, założyć leginsy, założyć ciepłe spodnie, skarpetki, buty, bluzkę, bluzę, apaszkę, rękawiczki (jeszcze mi się w życiu nie udało, a A. ma już 16 miesięcy:D:D), czapkę i kurtkę... 20 minut jak nic:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ubieranie to katorga. Zanim ubiorę dziecko to ja już jestem cała spocona a ona nieźle wkurzona!

      Usuń
  3. Złota jesień - OK. Plucha - stanowcze nie! Tak jak piszą poprzedniczki, problem stanowi ubiór. Im cieplej staram się ją ubrać, tym bardziej się denerwuje. Na spacery staramy się chodzić regularnie. Chyba, że naprawdę leje jak z cebra, wtedy odpuszczamy. No i przez to, że wcześnie robi się ciemno, mała szybciej idzie spać wieczorem, a później robi nam pobudkę o 5 lub 6 rano :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi pobudkami u nas jest tak samo! 6 rano a ona po mnie skacze ...

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge