Polityka prorodzinna to BULLSHIT

09:31

Tak, dobrze przeczytałaś/przeczytałeś tytuł.

Polityka pro-rodzinna to BULLSHIT.

Wyobraź sobie miasto. Nie duże, ale też nie małe. Kilka dzielnic, w tym osiedla domków i osiedla zwane blokowiskami. Jak możesz się domyślić ilość ludzi nie jest mała, w tym spora ilość rodzin ładnie nazywanych „rozwojowych”, czyli mających dziecko/dzieci lub będących je mieć.

Teraz wyobraź sobie młodą rodzinę, tak zwaną jeszcze „na dorobku”. Mają swoją pierwszą, ukochaną małą córeczkę. Mama postanowiła zostać z nią w domu przez okres pierwszego roku. Wybór był przemyślany i świadomy. Wspólnie ustalili jednak, że po upływie pierwszego roku życia córeczki Mama wróci do pracy.

I tutaj pojawiają się schodki, a może powinna powiedzieć cholernie wysoka drabina, w której co drugi szczebel wyrwał system polityki pro-rodzinnej.

Trzeba zapewnić opiekę dziecku. Miejscem, w którym taka opieka powinna być sprawowana jest przybytek nazywany żłobkiem. Niestety w ich mieście, które przypomnę nie jest wsią z czterema domami, a liczba mieszkańców jest stosunkowo spora, w którym jest wiele rodzin z dziećmi, jest tylko JEDEN żłobek. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć, że liczba miejsc jest ograniczona, prawda? To oczywiste. Budynek więcej nie pomieści, personel więcej nie dzieci nie może mieć pod opieką. Tego nie da się przeskoczyć. To w takim razie jak dostać miejsce w żłobku? Zapisać dziecko jeszcze przed poczęciem? Nonsens. Zapisać kiedy jeszcze jest w brzuchu? Nie można. To jak dostać miejsce?

Mama jednak się nie zraziła. Postanowiła spróbować szczęścia. Uzbroiła się w swój najlepszy uśmiech, córeczkę ubrała w śliczną sukienkę i wybrała się dokonać „niemożliwego”.

Na dzień dobry dostała plik papierów do uzupełnienia. Podczas ich wpisywania natknęła się na problem nie do przejścia. W czasie trwania urlopu rodzicielskiego jej umowa o pracę wygasa.

Staje się bezrobotna!

Tym samym drzwi żłobkowego królestwa zamykają się dla jej rodziny z hukiem, a ona dostaje kopa w dupę i ląduje poza bramą wejściową.

Podsumowując: nie ma miejsca w placówce, bo w ogóle nie ma miejsc. Dla nich tego miejsca nie ma podwójnie, ponieważ Mama traci pracę, więc dziecko nie może być przyjęte do żłobka, aby miejsce się znalazło mama musi mieć pracę. Z drugiej strony nie może znaleźć pracy, ponieważ nie ma, gdzie zostawić dziecka. Nawet jak znajdzie pracę to od razu tego miejsca w żłobku dla nich nie będzie. Błędne koło się nakręca!

To ja się pytam co ona ma w tej sytuacji zrobić?

Zostać z dzieckiem w domu? A co z finansami, nie każdego stać na „luksus” niepracowania ? Co z jej ambicjami? Co z latami spędzonymi na nauce?

Zostawić dziecko .. ale z kim? To już nie te czasy, kiedy babcie miały czas zajmować się wnukami. Nasi rodzice w większości jeszcze pracują!
A może się rozwieść? Może to, że są z ojcem dziecka małżeństwem jest ich błędem. Gdyby była „samotną” matką miejsce by się znalazło. Niestety w takich miejscach są faworyzowane.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie mam tutaj żalu do samego żłobka. To nie jest wina pracowników tej placówki, że jest ich tylko tylu, że nie mogą przyjąć więcej osób do pomocy, w końcu, że placówka ta jest tylko jedna na całe miasto. Taki mają fundusz i nie przeskoczą tego.

Jednak co z obietnicami pomocy dla rodziny? Co z tak wychwalaną polityką pro-rodzinną?

To Bullshit!

To Cię może zainteresować

6 komentarze

  1. ehh ja też tego nigdy nie zrozumiem, serio. I co? nic tylko iśc do opieki społecznej, skąd i tak zapewne odeślą Cię z kwitkiem bo okaże się , że lepiej dac pieniądze jakiemuś alkoholikowi- w końcu chory, nie?
    Najgorzej, że przecież my, matki, chcemy pracować, tylko nie mamy możliwości właśnie przez takie sytuacje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety później słyszy się, że matki to darmozjady i specjalnie rodzą dzieci, żeby nie pracować. To nie prawda. Czasami nie ma innego wyjścia jak zostać z dzieckiem w domu

      Usuń
  2. Jestem własnie w takiej sytuacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby udało się ją jak najkorzystniej dla Ciebie rozwiązać

      Usuń
  3. Mi umowa skończyła się w trakcie ciąży, mimo to zdecydowałam się zostać z dzieckiem w domu. Budżet rodzinny ucierpiał na tym bardzo, nie ma co ukrywać. Jedna pensja to nie dwie. Też nie mogę sobie pozwolić na 'niepracowanie' przez dłuższy okres, ale postanowiłam, że do 2 urodzin będę zajmować się synkiem. Wtedy łatwiej o miejsce np. w prywatnym przedszkolu czy klubie malucha. Na wsparcie państwa już dawno przestałam liczyć. Jak się samemu nie zadba o swój los to niestety nic się nie będzie z życia miało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety ciężko jest "zasłużyć" na wsparcie państwa.
      czasami 2,5-latki przyjmowane są do przedszkola jeśli są wystarczająco samodzielne, więc jest to też rozwiązanie.

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge