Po tym, nic już nie będzie takie samo

09:36



Niby nic strasznego się nie dzieje. Wszystko jest ok. Wszyscy zdrowi, zero tragedii, spokojnie sobie żyjesz, w spokojnej okolicy, a jednak siedzisz na kanapie i płaczesz. Raz cichutko pochlipujesz, ukradkiem ocierając łzę, innym razem wybuchasz fontanną.


Oglądałam ostatnio program emitowany przez TVP2, „Moje 600 gramów szczęśćia”. Kojarzycie? Ktoś też oglądał? Nie wiem jakie emocje wzbudził on u Was, ale mnie wyjątkowo wzruszył. Przyznam się, że parę razy łezka po policzku mi spłynęła. Niby nic wyjątkowego, prawdopodobnie taki miał być cel tego serialu i zgodnie z tym założeniem, co drugi widz miał w zasięgu ręki paczkę chusteczek higienicznych. 

To moje wzruszenie zapoczątkowało u mnie analizę mojej emocjonalności. Jednak zanim przedstawię Wam wnioski do jakich mnie to doprowadziło przedstawię Wam kilka sytuacji:
  1. Blok reklam społecznych, a w nim reklamy traktujące o: testowaniu kosmetyków na zwierzętach, wsparciu dziecięcego oddziału onkologicznego, o niebezpieczeństwie jakim jest zbyt szybka jazda samochodem.
  2. Oglądasz serial, a w nim: żona zdradziła męża z kolegą z pracy, mężczyzna stracił pracę i nie może sobie z tym poradzić, dorosła córka została porwana i wywieziona za granicę, kobieta przygotowuje się do ślubu, ale nie jest pewna swojej decyzji.
  3. W radio słyszysz, wiele różnych informacji: obietnice wyborcze, wygrany mecz przez jakąś drużynę, śmierć nastolatka pod kołami samochodu, prowadzonego przez pijanego kierowcę, dramatyczna sytuacja polskich rolników, spowodowana suszą.

Jakie informacje wzbudziły w Was największe emocje?
Odpowiem za Ciebie. Te dotyczące dzieci.

 Po usłyszeniu tych informacji, co robisz? Pewnie idziesz do pokoju swojego dziecka i przytulasz je mocno, a w głowie kołaczą się pełne wzruszenia myśli „dobrze, że to nie spotkało nas”, by za chwilę uderzyła Cię kolejna myśl: „to może spotkać mnie, moje dziecko, moją rodzinę”. Te myśli potęgują naszą reakcję, wzmagają naszą emocjonalność, zwiększają naszą wrażliwość.
Nadal nie wiesz dlaczego tak się dzieje? To za sprawą prostego i oczywistego faktu: jesteś MAMĄ, TATĄ, RODZICEM – z dniem pojawienia się tej małej istotki, poczułeś ogromną odpowiedzialność i miłość, niemożliwą do opowiedzenia.

Jestem pewna, że każdy rodzic się ze mną zgodzi, że wraz z urodzeniem dziecka, nasza uwaga i nasze zmysły zostają ukierunkowane na dobro Maleństwa. Nasza wrażliwość zostaje zwiększona, a może wręcz przeprogramowana. Słuchając wiadomości, oglądając film, serial, reklamy spojrzymy na nie pod innym kątem, inne momenty będą dla nas istotne. Może wyłapiemy więcej szczegółów. Takich szczegółów, na które wcześniej nie zwrócilibyśmy, tak bardzo uwagi. Tragedia rodzica, zawsze była dla nas czymś strasznym, współczuliśmy, jednak zanim zostaniesz mamą, nie będziesz tego tak mocno przeżywała. Dlaczego? Ponieważ nasze postrzeganie świata zmienia się w momencie pojawienia się nowego członka rodziny. Stajemy się rodzicami. To na czym skupiamy swoją uwagę, to dobro dziecka. Dlatego to, co w danym programie, historii dotyczy dzieci przeżywamy ze zdwojoną siłą. Mamy własne Maleństwo, które jest środkiem naszego wszechświata, dlatego potrafimy wyobrazić sobie co muszą czuć rodzice innego dziecka, jak bardzo musi być im ciężko. Gdy zdamy sobie sprawę, że sytuacje przedstawiane w filmie, reklamie, programie, opowieści dzieją się w rzeczywistości, doceniamy jakimi szczęściarzami jesteśmy, ponieważ nas to ominęło. Jednocześnie dociera do nas, że to może się przytrafić również nam. W momencie, gdy to sobie uświadomisz, błagasz by Wam nigdy się nic takiego nie przytrafiło. Łzy same się pojawiają – po części są to łzy zrozumienia dla rodziców, po części szczęścia, że to nie nam się przytrafiło, zaś po części łzy proszące, by nie musieć nic takiego przeżywać w rzeczywistości.

Dziecko zmienia nas. Zmienia nasz wygląd zewnętrzny, zmienia nasze przyzwyczajenia, zmienia nasz plan dnia, a nawet naszą psychikę i postrzeganie świata. Nie czyni nas „ciepłymi kluchami” płaczącymi na zawołanie. Potęguje naszą wrażliwość, współczucie i wdzięczność Bogu lub losowi za to co mamy. Nie powinniśmy się tego wstydzić. To jest powód do dumy. Jesteśmy rodzicami i takie są nasze priorytety. Nic tego nie zmieni.


To Cię może zainteresować

6 komentarze

  1. Też tak mam. Kiedyś może mnie ruszały takie rzeczy, ale nie powodowały łez, wielkiej guli w gardle i przeżywania tego przez cały dzień albo nawet kilka dni. Odkąd zostałam mamą wzrusza mnie o wiele więcej rzeczy, czasem nawet myślę, że to jakieś głupstwa i sama sobie się dziwię, że akurat to mnie zdziwiło;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszyło a nie zdziwiło ;) Pomyłka na końcu ;)

      Usuń
  2. Po urodzeniu pierwszego, a potem drugiego dziecka doszłam do wniosku, że albo pękła mi jakaś żyłka, albo wygenerowałam nowy hormon ;) Przestałam otwierać informacje zapowiadane jako wzruszające lub wstrząsające (zwłaszcza jeśli dotyczyły dzieci), bo bałam, że się już całkiem psychicznie wykończę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Narodziny naszego synka zmieniły wszystko. Zmieniły nasze życie, ale przede wszystkim nas. Ja inaczej teraz czuję, inaczej myślę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt mi nigdy nie wmówi, że dziecko nie zmienia człowieka!

      Usuń
  4. Mnie zawsze takie rzeczy ruszały, ale kiedy pojawiła się Zosia to ruszają mnie jeszcze bardziej. Mój świat zmienił się całkowicie.

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge