Dylemat: pomagać czy nie

09:28

Dzisiaj będzie nieco poważniej. Politycznie – to może powiedziane na wyrost. Nie lubię polityki. Nie interesuję się nią. Wiem tylko tyle ile muszę. Nie wgłębiam się w jej tajniki i nie studiuję każdego poczynania polityków. Nie czuję takiej potrzeby. Jednak zahaczę dzisiaj właśnie o polityczny temat.

Uchodźcy.

Tak, to o nich dzisiaj będzie. Bez obaw, będzie o polityce bez polityki. Będzie o ludziach, o rodzinach, nie przeczytacie o liczbach, statystykach, granicach itp. Przeczytacie o uczuciach!

Skąd ten temat u mnie? Ponieważ, niedawno ktoś zapytał mnie jakie jest moje zdanie: przyjmować czy nie przyjmować? Moja odpowiedź brzmiała: „nie wiem, to zależy jakim uczuciem się kierować”.

Wyjaśnię Wam skąd taka odpowiedź.


Kierując się tą częścią mózgu, która pojawiła się u mnie 9 miesięcy temu, nazywaną przeze mnie „matczyną”, reagującą w sposób bardzo osobisty na wszelki przejaw nieszczęścia dziecięcego, nie potrafię obojętnie przejść obok tych małych istot. Jako matka potrafię sobie wyobrazić co to dziecko przeszło, co przechodzi jego mama chcąca uchronić je przed nieszczęściem. Mało tego, jestem w stanie powiedzieć, że na ich miejscu również robiłabym wszystko, by je chronić. Zresztą przyjrzyjmy się swoim zachowaniom, każdego dnia dbamy o swoje pociechy, chronimy je przed złem świata zewnętrznego. Mamy jednak to szczęście, że żyjemy w spokojnym miejscu i tak ekstremalnie trudne warunki nas nie dotyczą. Spróbujmy jednak postawić się na miejscu tych kobiet. Co byśmy zrobiły, gdyby nagle w miejscu, w którym żyjemy wybuchła wojna? Czy kierując się dobrem rodziny, nie uciekałybyśmy tam gdzie jest bezpieczniej? Dlatego w mojej głowie pojawia się pomysł, by przyjąć dzieci, one nie są niczemu winne, że przyszły na świat w takim, a nie innym miejscu. Idąc tym tropem, razem z dziećmi należałoby przyjąć również matki, bo czy mamy prawo oddzielać dzieci od matek? Oczywiście, że nie. One też są ofiarami, a nikt nie da dziecku takiej miłości jak własna matka. Zatem przyjmijmy matki z dziećmi.
Tutaj jednak rodzi się kolejne pytanie, Co z mężczyznami? Co z ojcami? Czy mamy prawo rozdzielać rodziny?

Teoretycznie NIE.

Z drugiej strony to właśnie mężczyzn najbardziej się obawiamy. Czy aby na pewno mamy podstawy do takiego osądu?  

Boimy się ich kultury, tak innej od naszej. Kultury faworyzującej mężczyzn, prawa szariatu, a przede wszystkim zakorzenionego braku chęci do asymilacji z narodem, który przyjmuje ich z otwartymi rękami. Kierujemy się dobrem naszych dzieci, bojąc się co może ich spotkać ze strony „obcych”.

Jednak czy tak myśląc nie kierujemy się tylko i wyłącznie stereotypami i mierzymy wszystkich jedną miarą? Pomyślmy o stereotypach o Polakach, krążących w świecie. Czy wszyscy jesteśmy alkoholikami i złodziejami? NIE, a jednak taki obraz mieszkańców Polski jest szerzony w Europie i nie tylko. Może z uchodźcami jest tak samo?

Jest jeszcze inna strona medalu. Czy to na pewno uchodźcy, czy może imigranci polityczni? Przyglądając się obrazom przedstawianym w środkach masowego przekazu można uznać, że Ci młodzi mężczyźni, którzy zdają się przeważać w grupie uciekinierów nie wyglądają na uchodźców, a raczej ludzi szukających miejsca w bogatszym kraju. Może część tych ludzi ma właśnie takie powody, dla których znalazła się w tym a nie innym położeniu.

Kierując się tymi przesłankami, naszymi obawami, strachem o nasze rodziny, nasze dzieci, o to co może nas spotkać ze strony nieznanej i obcej kultury odpowiedź, która się nasuwa brzmi NIE przyjmujmy uchodźców.


Jednak wróćmy do rozważań na temat dzieci uchodźców, co z nimi, z ich bezpieczeństwem? Jakakolwiek ich rodzicami kierowała przesłanka do podjęcia wędrówki, to one nie są niczemu winne… i tak rozmyślać możemy w kółku. Dochodząc raz do jednego, raz do drugiego wniosku. Raz twierdząc by ich przyjąć, raz odmawiać im pomocy. Jednak my zwykli ludzie możemy jedynie dywagować i rozważać co zrobić. Decyzje zostaną podjęte poza nami. Czy będą kierowane logiką „matczyną”, czy może strachem lub zdrowym rozsądkiem, tego się nie dowiemy. Czas pokaże czy decyzje będą dobre, czy złe. 

To Cię może zainteresować

8 komentarze

  1. M2: I ja zawsze mówię tak samo.. Qrcze.. dzieci przecież nie są niczemu winne. Jednak prawda jest taka, że "przyjmujemy pod swój dach" nie tylko te dzieci... i tu już pojawiają się obawy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety razem z dziećmi przygarniamy całe rodziny i tutaj nie wiemy czego się spodziewać

      Usuń
  2. Podobno imigranci ekonomiczni mają być skutecznie od uchodźców oddzielani i odsyłani do miejsc, z których przybyli. Czas pokaże. Osobiście nie podoba mi się to całe przyjmowanie ich do naszego kraju...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jestem do końca przekonana czy jest możliwe dokładne oddzielenie imigrantów ekonomicznych od uchodźców.

      Usuń
  3. Mam bardzo mieszane uczucia w ich kwestii, bo kobiety i dzieci nie są niczemu winne, że jest wojna, ale z drugiej strony obawiam się tego, co mogą zrobić w Europie. Chcę czuć sie bezpieczna wychodząc z dzieckiem na spacer.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzę, że mamy podobne zdanie na ten temat. Dzieci. To główny powód by ich przyjmować i główny by ich nie przyjmować.

      Usuń
  4. Mnie cały ten temat nie napawa dobrymi uczuciami.... Czuję się trochę jak chorągiewka, raz mi szkoda właśnie tych niewinnych dzieci...a raz aż strach się we mnie pojawia na myśl, do czego to wszystko może doprowadzić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie ma dobrego rozwiązania w tej sytuacji. Pytanie: pomagać czy nie - to takie pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi.

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge