Nie zamykajmy Matek na placu zabaw

09:22

Społeczeństwo zawsze wie lepiej. W każdej sytuacji jest w stanie powiedzieć co wolno a czego nie wolno. Szczególnie jeśli chodzi o Matki z dziećmi. Dla nich powinna zostać stworzona wielka księga, która liczyłaby pierdyliard stron. Jeden z rozdziałów traktowałby o tym, gdzie z dzieckiem można przebywać a gdzie nie. Na liście na TAK miejsce numer jeden zajmowałby plac zabaw, drugie miejsce to sklep, a dokładnie miejsce przed regałem z pampersami, kaszkami, deserkami itp. Na tych punktach lista chyba by się zakończyła. Jak możecie się domyślić lista na NIE jest o wiele obszerniejsza. Nie będę Wam wypisywać co na niej by się znalazło. Dlaczego? Po pierwsze szkoda mi na to czasu, po drugie nie zgadzam się z nią.


Potwierdzeniem mojej tezy był nasz ostatni weekend!

Ciekawi, gdzie byliśmy? Kto obserwuje naszego FB już wie, że zapakowani po uszy, ku niezadowoleniu niektórych wybraliśmy się w góry! Takie prawdziwe góry, z lasem, jagodami, potokiem, wodospadem, nie takie „miejskie” góry z deptakami, sklepami i mnóstwem turystów w klapkach;)

Oczywiście, że mieliśmy obawy! Parę osób odradzało nam wędrówkę z Małą Zet twierdząc, że to zbyt męczące, że brak warunków sanitarnych, warunków do karmienia, do odpoczynku. Mieli rację. Byliśmy zmęczeni, bolały nas nogi, Mała Zet była przebierana i karmiona w różnych miejscach, ale to był właśnie cały urok naszego krótkiego urlopu i mimo wszystko było warto. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że jeśli się chce to można nawet z małym dzieckiem ciekawie spędzać czas.

Grunt to dobrze się przygotować. My przygotowaliśmy się najlepiej jak potrafiliśmy i dalej już było z górki. Ups, wybaczcie niefortunny dobór słów, w końcu maszerowaliśmy pod górkę.

Zapakowani po uszy (mieliśmy ogromny plecak, w którym mieliśmy milion rzeczy na wypadek apokalipsy, ale z dzieckiem to nigdy nic nie wiadomo, a połączenie dziecka z górami to już niewiadoma całkowita), z Małą Zet wyglądającą ciekawie zza chusty mogliście nas znaleźć jadących kolejką na Mosornym Groniu w Zawoi, wędrujących nad wodospad na Mosornym Potoku (w którym później moczyliśmy zmęczone nogi) oraz maszerujących do schroniska na Markowych Szczawinach (w drodze na Babią Górę). Na szlaku nie byliśmy jedynymi „nieodpowiedzialnymi” rodzicami, a to utwierdziło nas w przekonaniu, że dobrze robimy. Spotkaliśmy kilka rodzin o takich samych poglądach i małych dzieciach zapakowanych do nosideł.

Szklaki, którymi szliśmy nie są możne największymi trasami, ogromnymi szczytami i zadziwiającymi osiągami. Jednak wszystkim tym, którzy twierdzą, że dziecko ich ogranicza powinny udowodnić, że to nie dziecko ich ogranicza a oni sami stawiają sobie bariery! Zaś tym, którzy twierdzą, że góry to nie miejsce dla rodzin z ich Pociechami pokazują, że to nie prawda. Z odrobiną zdrowego rozsądku, z odpowiednim przygotowaniem można wędrować. Oczywiście wyprawę na Rysy lepiej odłożyć w czasie, ale mniejsze szczyty są równie urokliwe. My nasz urlop będziemy wspominać bardzo przyjemnie (mimo bólu mięśni!).

Morał z tego taki, że dla chcącego nic trudnego:)

A Wy jakie macie zdanie? Wędrować po górach z małym dzieckiem czy siedzieć w domu?

Gdyby ktoś jeszcze wątpił czy było pięknie niech zerknie na wycieczkowe kadry ;)

*Post bierze udział w wyzwaniu blogowym organizowanym przez Owsianka&Kawa 

















To Cię może zainteresować

20 komentarze

  1. A ja się z Tobą zgadzam :) Już w sobotę ruszamy z naszą dwulatką w góry, bierzemy rowery. Nie chcemy gnić w centrum miasta o nazwie Zakopane, chcemy za to skorzystać ze szlaków rowerowych, połazić po lasach i odpocząć od cywilizacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udanego wyjazdu:)
      w mieście siedzimy cały rok, więc od czasu do czasu trzeba się wyrwać do lasu :)

      Usuń
  2. O tak... nie dawajmy zamknąć się na placach zabaw :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem za! Co prawda dopiero spodziewam się dziecka, ale już planuję kiedy i gdzie się wybierzemy. Kocham góry i nie wyobrażam sobie, że mogłabym tą miłością nie podzielić się z dzieckiem. Choć coś czuję podskórnie, że rodzina będzie miała swoje do powiedzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie daj się :) U mnie rodzina nie oponowała, ale usłyszałam "że też Wam się chce gdzieś się włóczyć z małym dzieckiem" :)

      Usuń
  4. dla mnie posiadanie dziecka nie wiąże się z żadnymi ograniczeniami. Mogę jeździć rowerem, wędrować i robić co mi się podoba. Wystarczy dobra organizacja i w drogę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. słowo klucz to "organizacja"! Najważniejsze to dobrze się zorganizować i można wszystko :)

      Usuń
  5. Jestem za! My się nie dajemy i szalejemy z Inulem, gdzie tylko się da. Tak jak piszesz, podstawą jest dobre przygotowanie. Góry, morza, jeziora czekają!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każmy im czekać tylko ruszajmy tyłki i zwiedzajmy, podziwiajmy itp:)

      Usuń
  6. jak tylko dzieciątko nie ma zdrowotnych przeciwwskazań to niech nogi niosą jak najdalej!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak najbardziej za !
    Niestety nasz Maluch jest wciąż za mały do nosidełka - ma 4,5 m-ca, jest drobniutki i "topi się" w nosidle, które dostaliśmy od rodziny a niestety finanse ograniczają nas z zakupem czegoś mniejszego :(
    Ale gdy tylko troszkę podrośnie, tak by mógł wreszcie oglądać świat, a nie szelki nosidełka, na pewno wybierzemy się w góry, które mój mąż uwielbia :) W następnej kolejności będzie rower, który ja wręcz kocham ;)
    Póki co jesteśmy tylko tam, gdzie uda się wjechać wózkiem, mimo, że też często słyszymy " Z takim małym dzieckiem w takie miejsca ?! " ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też często słyszymy takie hasło ;) "z takim małym dzieckiem?"

      Usuń
    2. Pożyczcie od kogoś chustę ;) Dla niej rozmiar jest nieważny :)

      Usuń
  8. Dziecko nie wydaję się być przeszkodą w niczym :) To chyba kwestia jedynie dobrej organizacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie najważniejsza jest dobra organizacja i odrobina luzu

      Usuń
  9. Zdecydowanie chodzić po górach i zabierać dzieciaki :-) W czerwcu byliśmy z wózkowo - chustowym 3-miesięczniakiem w Tatrach - zrobiliśmy większość dobrze znanych nam dolinek, bo pogoda była średnia. Wszystko jest do ogarnięcia, ale na następny wyjazd muszę się nauczyć motać dziecię w plecak, bo z przodu już go chyba nie poniosę ze względu na masę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie powiem jest co dźwigać, ale warto :)

      Usuń
  10. Tak, tak tak!!! Całkowicie się zgadzam. Ograniczenia są w naszych uschematyzowanych głowach. Mamy troje dzieci, ciągamy je wszędzie. W chuście, w wózku. Jak się da :) W góry wybieramy się "doskokowo" w tym roku, ale już się nie mogę doczekać przyszłego tygodnia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też nie jesteśmy w górach zbyt często, ale od czasu do czasu lubimy pochodzić;)

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge