Poranny posłaniec

09:32

Bardzo nie lubię odwiedzin wcześnie rano, szczególnie tych wcześniej nie zapowiedzianych. Umówmy się, że okres ochronny trwa w moim przypadku do godziny 10. Zatem wyobraźcie sobie stan mojego zadowolenia, gdy usłyszałam dźwięk domofonu o godzinie 9 rano. Dodam, że dopiero co udało mi się po ciężkich bojach położyć Małą Zet na jej pierwszą w tym dniu drzemkę, nie zdążyłam jeszcze wyskoczyć z mojej jakże „seksi” piżamki, to co miałam na głowie przypominało gniazdo po uderzeniu w nie pioruna. Możecie się domyślić z jakim entuzjazmem odebrałam ten cholernie głośno dzwoniący domofon! Osoba po drugiej stronie okazała się niczemu winnym, wykonującym solidnie swoją pracę kurierem, za to ja okazałam się zrzędliwą babą (babą jagą).

Co przyniósł mi ten niespodziewany poranny posłaniec?


Dużych rozmiarów przesyłkę od Canpol Babies! Tak dobrze trzymałyście kciuki, że udało nam się zakwalifikować do testowania Maty do zabawy „Piraci”. Dlatego pozwolę sobie, Wam trochę ją przybliżyć i przedstawić swoje zdanie na jej temat.

Początkowo byłam raczej sceptycznie nastawiona do maty, może dlatego, że Mała Zet to raczej wybredny egzemplarz. Jej ulubioną zabawą jest „pobaw się ze mną” lub „weź mnie na ręce”. Z drugiej strony pomyślałam sobie, że mata jak mata – trochę powieszonych, kolorowych pierdół i kawałek kocyka – szału nie ma.

Jednak jestem mile zaskoczona!

Pierwsze wrażenia po wyjęciu maty z opakowania (muszę przyznać, że samo pudełko już było sympatyczne) były dobrze wróżące testowaniu. Zabawka jest niezwykle kolorowa, a jednoczenie nie jest pstrokata, czego nie lubię. Jej żywe kolory w sposób jednoznaczny wskazują na marynarski/piracki styl maty, przy czym ich ilość nie tworzy wrażenia kiczowatości (tego też nie lubię).

Drugą rzeczą na jaką zwróciła uwagę jest podłoże. Może dlatego, że Mała Zet jest raczej dzieckiem ruchliwym – obroty z plecków na brzuszek i odwrotnie to ostatnio hit. Mata wykonana jest z grubej, ocieplanej tkaniny, tworzącej coś na wzór poduszki. Moim zdaniem jest to ogromny plus. Dlaczego? Jeśli masz zamiar rozłożyć matę na panelach, płytkach, parkiecie czy na czymkolwiek co nie jest dywanem nie musisz pod nią rozkładać dodatkowych koców. Mata jest mięciutka, więc w przypadku obracającego się dziecka lub siedzącego  (nie zawsze stabilnie) tak jak Mała Zet nie ma obawy uderzenia się w głowę. Zabawka ma pełnić również funkcję kojca, po zapięciu boków rzepaki. Bardzo nieufnie podeszłam do tej informacji, ponieważ boki wykonane są z materiału takiego jak podłoże, ale jak testować to testować, każdy element został przebadany ;). Małej Zet pomimo usilnych prób nie udało się przedostać przez „ogrodzenie”, choć nogi przerzuciła przez nie to reszta ciała została w kojcu. Zatem dziecko nie powinno wyjść poza matę po jej zapięciu, jednak proponuję nie zostawiać samego dziecka na macie, gdy nie jest ona rozłożona na podłodze.
Oczywiście podłoże maty jest wyposażone w szereg stymulujących elementów, które chętnie byty tarmoszone przez Małą Zet gdy leżała na brzuszku lub siedziała, takich jak: różne materiały, odstające wstążki-metki (swoją drogą zastanawia mnie fascynacja dzieci metkami;), pozytywka, elementy szeleszczące, piszczałki i lusterko (z Małej Zet to prawdziwa Mała Dama lusterko jest hitem).

Mata wyposażona jest w kolorowe pałąki, na których zamocowane są zabawki jak to w macie edukacyjnej bywa. Tutaj są to trzy maskotki małych zwierzęcych piratów (wykonane bardzo starannie, z dbałością o detale za które Mała Zet chętnie chwytała z większym lub mniejszym powodzeniem), które jednocześnie były grzechotkami i piszczałkami oraz dwie plastikowe grzechotki. Wszystkie zabawki przymocowane były na rzepach, dlatego można je ściągnąć, dobrowolnie miksować przewieszając w inne miejsca (podobno daje to wrażenie, że ciągle mata jest inna, chociaż ja jestem zdania, że dzieci głupie nie są i załapią, że to ciągle te same zabawki tylko w innej kombinacji) i zabrać ze sobą np. wychodząc z domu (ta funkcja jest pożyteczniejsza). Dodatkowo Mała Zet siedząc potrafiła sama odczepić maskotki pociągając za nie, co okazało się fajną zabawą dla niej. Same pałąki są umocowane stosunkowo wysoko przez co młodsze dzieci jedynie mogą poobserwować zabawki. Dopiero nieco starsze (takie jak Mała Zet) potrafią do nich dosięgnąć, bądź mogą bawić się na siedząco. W razie potrzeby mogą się stabilnie za nie złapać – opcja wypróbowana ;)


Podsumowując pomimo mojego wcześniejszego bardzo sceptycznego nastawienia do tego typu zabawek muszę przyznać, że mata „Piraci” zdała swój egzamin. Mata nie jest kiczowata i pstrokata, miękkie podłoże zapewnia bezpieczeństwo, pomimo połączenia wielu różnych stymulujących zabawek i materiałów wszystkie elementy są solidnie wykonane (Mała sprawdziła, tarmosząc wszelkie odstające rzeczy z dosyć mocnym natężeniem). Jednak przede wszystkim Mała Zet bawi się na niej chętnie,  dzięki czemu ja mam czas na spokojne wykonanie jakieś czynności z użyciem dwóch rąk (byle ta czynność nie trwałą za długo)!











To Cię może zainteresować

6 komentarze

  1. właśnie szukamy maty :) ta wygląda bardzo fajnie, ale jakoś bardziej dla chlopca mi pasuje ;) no i cena dosc wysoka, za niewielką dopłatą mozna kupic juz mate skip hop, a jakosc i wzornictwo bez porównania :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda cena jest stosunkowo wysoka ale jakość maty również jest bardzo wysoka. Co do kolorystyki to może trochę bardziej w chłopięcym stylu, chociaż ja nie uznaję zasady niebieskie dla chłopaka a różowe dla dziewczynki :)

      Usuń
  2. Wygląda cudownie co widać na buzi Małej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczna jest ta mata! Szkoda, że mój Szkrab już za duży, bo też bysmy sie zglosili :)

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge