I po co mi to wszystko?

09:23



Ostatni weekend spędziliśmy tak jak lubimy najbardziej! Aktywnie i poza domem. Obcowaliśmy z dziką, egzotyczną przyrodą. Nie, nie chodzi tu on nas, chociaż z nas też są niezłe okazy – oryginały można rzec, a połączenie nas wszystkich to wręcz cyrk. Jednak nasz zwierzyniec postanowił zapoznać się z innym zwierzyńcem. Pogodę zapowiadali całkiem przaśną, więc wybraliśmy się w zaprzyjaźnionym gronie do opolskiego ZOO.  


Okazało się, że nie tylko my mieliśmy tak cudowny pomysł. Chyba pół Śląska wpadło na ten sam pomysł co my i całe te pół Śląska przywitało nas ogromną kolejką do kasy. Cierpliwości, Panie Boże daj mi cierpliwości. Swoje odstaliśmy, w trakcie tego oczekiwania nastąpił lunch time Małe Zet, upał się wzmógł, więc ogólnie same atrakcje od samego początku. Karmiąc Małą Zet i przyglądając się nam z boku doszłam do wniosku, że mamy w sobie pierwiastek zwierzęcy. Śmiało możemy powiedzieć:  „Jestem BŁĄD, WIELBŁĄD”.

Dlaczego? W sumie to logiczne - cały dzień poza domem z małym dzieckiem, więc trzeba zapakować kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Jednak jak zawsze kazało się, że tych najpotrzebniejszych rzeczy po raz kolejny mamy tyle, że finalnie wyglądamy jak grupa Beduinów z wielbłądami, która ma w planach nie zatrzymywać się przez najbliższy miesiąc! Postanowiłam, więc zrobić ponowny przegląd tego co na początku wydawało mi się MUST HAVE, gdy wybieramy się w miejsce publiczne na cały dzień:
  1. Pampersy – oczywiste, potrzebne, tu nie ma co tłumaczyć. Zawsze, ale to zawsze się przydają w najmniej oczekiwanym momencie (tutaj ukłon dla opolskiego ZOO, że zadbał o takie maluszki i w CZYSTYCH toaletach były przewijaki dla dzieci)
  2. Chusteczki nawilżane – patrz punkt pierwszy
  3. Coś do przebrania – bo dziecko uwielbia testować możliwości naszej pralki (nie było potrzebne (ale mogło się przydać)
  4. Sweterek, czapeczka – gdyby nagle się ochłodziło
  5. Słoiczek z przecierem warzywnym – gdyby Mała Zet chciała coś zjeść
  6. Łyżeczka – czymś musi to zjeść
  7. Śliniaczek – dziecko + jedzenie = plamy
  8. Biszkopciki – ten sam powód co w punkcie 5
  9. Herbatka – bo może chcieć się czegoś napić
  10. Pielucha tetrowa – do osłonięcia śpiącej Małej Zet (Mały Wrażliwiec)
  11. Chusta – gdyby nie chciała już być w wózku
  12. Soczek – bo może nie chcieć herbatki
  13. Kilka (DUŻO) zabawek – krówka bo ulubiona, motyl bo można zawiesić, słonik bo ma pozytywkę, itp. – wszystko po to, żeby się dziecko nie nudziło.


Do tego dorzućcie rzeczy niezbędne nam rodzicom i robi się niezły ekwipunek. Takiego bagażu nie powstydziły się podróżnik wybierający się na dwutygodniową wyprawę!

Analizując to teraz połowa tych rzeczy się nie przydała. Był upał, więc wszelkiej maści sweterki, czapeczki i inne ustrojstwa były niepotrzebne ale…., jeśli jestem ja, to jest i jedzenie i picie dla Małej Zet, więc wszystkie słoiki, biszkopty, herbatki nie są konieczne ale …., Mała wózek lubi (przeważnie), poza tym mamy ręce i chwilę można ją ponieść ale …., wokół było tyle atrakcji, że nie potrzeba zabierać ze sobą połowy przedszkola, ale …..

No właśnie Mamy zawsze mają jakieś ale. To ALE każe nam nosić te wszystkie rzeczy, bo lepiej być wielbłądem niż czegoś nie mieć.

A Wy co jeszcze zabieracie ze sobą? Też macie rzeczy, które wydają się Wam MUST HAVE, a finalnie są okazują się NOT MUST HAVE ? Powiedzcie, że nie tylko jak tak mam, że wyglądam jak wielbłąd wychodząc z domu:)


*Post bierze udział w wyzwaniu blogowym „Ogranicz pisanie nad blogowanie” organizowanym przez Owsianka&Kawa 

PS. Udało mi się sprostać zadaniu i w jednym poście nadrobić poniedziałkowy i wtorkowy temat ;) plus temat dzisiejszy:) 

A tak wyglądają dorosłe wielbłądy z dumą pchające wózki z małymi wielbłądzikami;) 











To Cię może zainteresować

18 komentarze

  1. My walczymy z choroba lokomocyjną, więc na każdą wycieczkę zabieramy po 3 komplety ubrań na zmianę dla każdego z dzieci. Jestem przeszczęśliwa za każdym razem, gdy ten must have okazuje się not must have'em :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuu choroba lokomocyjna to paskuda sprawa. Oby z tego wyrośli!

      Usuń
  2. Mam to samo, ale ja nazywam siebie dromaderem ha ha ha pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
  3. W moim wypadku zdecydowane MUST HAVE (nie ma na Twojej liście!) to.....Octanisept i plastry :) Córka ma to żywioł i nie ruszam sie z domu bez tych dwóch rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie będę ze sobą nosić jak Mała Zet podrośnie i będzie śmigać na swoich nóżkach:)

      Usuń
  4. Nie zazdroszczę taszczenia takich bagaży, ale niestety dziecko wymaga trochę więcej, niż my :) Ja jutro wybieram się do Parku Miniatur (na szczęście żadnych dzieci nie będzie, więc i bagaż mniejszy) i mam nadzieję, że nie będę musiała stać w kolejce przez wieczność...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udanej wycieczki! Myślę, że my też się kiedyś tam wybierzemy :)

      Usuń
  5. No jak na cały dzień, to mam podobnie i jeszcze jakieś kocyki muszą być, miś przytulasek i smoczek dla małej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak smoczek obowiązkowo, a kocyk to zależy od pogody - przed wyjazdem dokładnie sprawdzamy czego się spodziewać ;)

      Usuń
  6. Nie, to ja aż takim wielbłądem nie jestem ;) Ograniczam się do chusteczek, pampersiaka i czegoś do picia. Zabawek nie biorę. Zauważyłam, że i tak najlepiej zawsze wychodzi zabawa cudzymi, więc darowałam je sobie. Jedzenie jeszcze ma prosto z dystrybutora, więc nie jest źle ;) Smoczka nie ssie. Tak sobie myślę, też mi się dziecko trafiło :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może następnym razem też uda mi się ograniczyć ;) w końcu Mała też je jeszcze z dystrybutora ;)

      Usuń
  7. Zapomniałam. Dziękuję za udział w wyzwaniu. Zapraszam za miesiąc! I pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na taki maminy, wypadowy musthave to przyczepka albo osiołek by sie przydał :-D

    OdpowiedzUsuń
  9. Całe szczęście, że są wózki :) My jak ostatnio jechaliśmy na ryby, ledwo zmieściliśmy się do windy z tymi wszystkimi tobołami. Zabraliśmy nawet dmuchany basenik ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My też ledwo do windy się mieścimy! a basenik czasami też z nami jedzie ;)

      Usuń
  10. calareszta.pl20 lipca 2015 07:35

    Ja miałam to wszystko razy trzy! Pakowanie torby na wycieczkę było dla mnie stałym punktem programu, codziennie. Dobrze, że w wózku dużo miejsca, nie musiałam tego dźwigać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to miałaś skoro my wyglądamy jak wielbłądy to nie wyobrażam sobie jakbyśmy wyglądali z tym wszystkim razy 3!!

      Usuń

FACEBOOK

Google+ Badge