Czego potrzebują rodzice

09:14


  O tym, że dziecko nie jest ograniczeniem nie muszę już chyba nikomu 
przypominać. Jakiś czas temu przedstawiłam moje zdanie, że z dzieckiem można śpiewać, tańczyć, recytować a przede wszystkim można wyjeżdżać w podróże małe i duże (kto nie czytał ten szybko klika TUTAJ). Zresztą jesteśmy dobrym przykładem potwierdzającym tą regułę i mogliście już parę razy zobaczyć kadry z naszych weekendowych wycieczek (nie widzieliście? Wstyd! Już nadrabiać zaległości KLIK i KLIK i jeszcze jeden KLIK :) )

Jednak niech Was nie zmylą te nasze uśmiechnięte twarzyczki. Nie zawsze jest tak kolorowo podczas rodzinnych wypadów „za miasto”. Okazuje się, że czasami trochę trzeba się nagimnastykować, żeby dziecko szczęśliwe było. Dlaczego?


Dziecko ma swoje potrzeby. W tej kwestii nie ma możliwości negocjacji czegokolwiek, potrzeby muszą zostać zaspokojone tu i teraz. W innym wypadku dowie się o tym każdy, kto znajduje się w obrębie 5 km od znajdującego się w wózku Brzdąca. Niestety tutaj czasami rodzi się problem. Nie wszystkie miejsca są dostosowane do rodziców z dziećmi. Zupełnie jakby chciano nas zamknąć w domach i zepchnąć na margines życia publicznego, który będzie wolno nam opuścić, gdy nasze Szkraby będą już duże, najlepiej tak duże, że pokazywanie się z rodzicami będzie dla nich „obciachem”.

Wcześniej (czyt. zanim Mała Zet na dobre rozgościła się w naszym życiu) do głowy by mi nie przyszło by oceniać atrakcyjność danego miejsca przez pryzmat znajdującego się w nim (bądź nie) przewijaka dla dzieci, podjazdu dla wózków lub windy, ustronnego miejsca (ławki, stolika, pomieszczenia) na uboczu by móc zaspokoić głośno wykrzyczaną potrzebę szybkiego zjedzenia czegoś (najlepiej mleka). To kolejny przykład, że posiadanie dziecka zmienia nasze postrzeganie świata;) Patetyczne można by rzec: po urodzeniu dziecka już nic nie będzie takie samo! ;)

Wiem, że brak przewijaka nie jest tragedią. Oczywiście można sobie bez niego poradzić przewijając dziecko w wózku. W gondoli to nawet całkiem wygodne, ale przewijanie w „spacerówce” jest już nieco utrudnione. Można przewinąć na trawie na kocu (to jednak oznacza, że do całego majdanu, który i tak każdy rodzic taszczy za sobą, dołożyć jeszcze trzeba koc).Dlatego cieszy mnie, że co raz więcej miejsc ma takie urządzenie jak przewijak w toaletach lub w ustronnych miejscach, gdzie spokojnie można „strefę skażenia biologicznego” usunąć. 

Ogromny plus należy się dla Zamku w Cieszynie. Mała Zet jak przystało na Małą Księżniczkę lub jak lubi nazywać ją rodzina „Jej Wysokość Zosię” mogła z królewskim spokoju spożyć posiłek (czyt. w ustronnym miejscu wypić co nieco mleka),  i nie musiała paradować po cieszyńskich pięknych uliczkach z mokrą pieluszka, co znacznie ułatwiło i sprawiło przyjemniejszym nasz spacer.

Opolskie ZOO również świetnie jest pod tym kątem przygotowane. W toaletach jest malutkie pomieszczonko, gdzie znajduje się przewijak, z którego swobodnie można skorzystać. Jednak ZOO jest miejscem dedykowanym rodzinom z dziećmi, więc wydaje się to być całkowicie naturalne.

Niestety miejsca szerzące kulturę „wyższą”, których głównym odbiorcą nie jest dziecko, nie są już przygotowane na przyjęcie w swe progi małego dziecka. Niektóre ogłaszają się jako nowoczesne, dostępne i otwarte dla każdego, a w rezultacie okazuje się, że zapomnieli, że rodzice też ludzie i nie tylko place zabaw ich interesują. Wiem, co mówię. Odwiedziliśmy z Mr Rightem i Małą Zet Muzeum w Katowicach i niestety zostaliśmy zmuszeni do przewinięcia dziecka w warunkach polowych czyt. w toalecie na umywalce (dobrze, że umywalka była usytuowana na szerokim blacie). Dodam, że przewinięcie w wózku odpadało, ponieważ Mała Zet zwiedzała siedząc w foteliku samochodowym, a to utrudnia jakiekolwiek czynności ;)

Niestety również większość restauracji nie jest przygotowana na wizytę dzieci. Czyżby rodzice mieli prawo jadać tylko w domu lub Mc Donaldzie? Tym, które rozumieją potrzebę rodziców nazywaną przez nas „wyjściem do ludzi” i w jej myśl mają przygotowane kąciki dla większych i mniejszych Brzdąców wielkie brawa! Tak, są takie miejsca i to napawa nadzieją. Niestety nadzieja ta jest dosyć mała, ponieważ miejsc tych ciągle jest jak na lekarstwo.

Zauważyłam jednak, że wreszcie coś w naszym otoczeniu się zmienia i powstaje co raz więcej miejsc przyjaznych dzieciom, by rodzice nie czuli się zepchnięci na margines życia kulturalnego.

A Wy jakie macie doświadczenia? Macie w okolicach miejsca, które przygotowane są na wizyty rodzin z dziećmi czy może wręcz odwrotnie i czujecie się niemile widziani w miejscach publicznych?

*Post bierze udział w wyzwaniu blogowym  organizowanym przez Mama Notuje 






To Cię może zainteresować

7 komentarze

  1. W restauracjach spotykam coraz częściej krzesełka dla dzieci i przewijaki. Za to dla nas udręką było znalezienie cywilizowanej toalety, w której można by przebrać dziecko. Samochód niestety mamy tak mały że nawet na tylnym siedzeniu nie dało rady przewinąć, szczególnie uciekającego dziecka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Restauracje co raz częściej dostosowują się do potrzeb rodziców, co do toalet to faktycznie ... pozostawiają wiele do życzenia

      Usuń
  2. Zamek Cieszynie powiadasz... Kto wie, może się skusimy w najbliższym czasie na odwiedzenie tego miejsca :-)
    Pod moim blokiem otworzyli teraz knajpe przystosowana do dzieci - nie dość że są krzesełka do karmienia, to jest przewijak i gry - nie tylko dla najmłodszych :-) oby więcej takich miejsc!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam bardzo urokliwe miejsce :)

      Usuń
  3. Wyjazd z dzieckiem to ogromny sprawdzian dobrej organizacji. U nas w koncu coraz mniej rzeczy się za sobą zabieta, Kuba zjada to, co my więc butle, mleko i termosy z wodą zostają w domu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mając dzieci stajemy się mistrzami logistyki ;)

      Usuń
  4. Wychodząc z domu mój plan mam w małym palcu;) co, jak, gdzie... a przewijam dziecko na stojąco, forma leżąca nie wchodzi w grę. Ba, myślę, że za chwilę będę przewijała córkę w biegu;))

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge