Projekt DZIECKO

15:37


Przychodzi taki moment w życiu kobiety, kiedy zbiera się w sobie i wykonuje coś w rodzaju szybkiego podsumowania i podliczenia dotychczasowych osiągnięć. Pewnego dnia wzięło i mnie na taką rozkminkę nad sobą, szok! Starzeję się czy co ? Eee jasne, że nie.
I tak doszłam do wniosków, że mądrą kobietą jestem, mam łeb na karku, skończyłam już lat …(bez cyferek może, zostańmy przy nomenklaturze „odpowiedni”). Studia skończyłam z wynikiem całkiem niezłym, sytuacja materialna zadowalająca, ślub marzeń był, mąż niczego sobie i nawet udało mi się go wychować (też Cię kocham Mr Right), więc pula genów trafiła mi się całkiem niezła, siedzimy sobie w tych naszych czterech ścianach i od dawna nic nowego się nie wydarzyło. Później nastąpiło szybkie dodanie dwóch do dwóch i wyszło jak w pysk strzelił, że to chyba ten czas. Czas na wdrożenie projektu pod tytułem DZIECKO. Projekt obejmował kilka etapów/punktów.

Punkt pierwszy
Poinformowanie zainteresowanego, czyt. mąż, bo jakby nie było bez niego to ciężko by było Małą Zet zmajstrować. Tutaj następuje faza jego zdziwienia, następnie zaprzeczenie typu „jestem jeszcze za młody”, wtedy uświadamiasz mu, że lata świetności ma już za sobą. Potrzebował czasu na przetrawienie propozycji, by finalnie dojść do wniosku, że w sumie czemu nie. Przypuszczam, że w głowie miał myśl typu – może trochę potrwa zanim się uda, więc sporo spontanicznego (lub nie) seksu mu się dostanie.

Punkt drugi 
Tu następuje część dla dorosłych, czyli to co tygryski lubią najbardziej ;). Szczegóły pomińmy bo nas zamkną za pornografię i inne bezeceństwa.

Punkt trzeci 
Projekt DZIECKO wchodzi w kluczowy moment. Magiczny patyczek wskazuje dwie kreski i już wiemy co to oznacza, ponieważ wcześniej wnikliwie przeczytaliśmy ulotkę (zgodnie z zaleceniami reklam „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki”). Tak właśnie stało się jasne, że zostałam Kinder Niespodzianką, którą rozpakujemy za 9 miesięcy! Radocha i nieradocha. Zatem zaczyna się szaleństwo ciążowe, o którym nie miałam pojęcia (zapraszam do postu na ten temat tutaj). Najpierw uśmiechy, piruety i inne szaleństwa, które później przerodziły się w płacz, że chyba nie jestem na to gotowa i w ogóle tego nie przemyśleliśmy. Tu rolę pocieszacza i zapewniacza, że to cudownie i wszystko będzie ok odegrał wzorowo Mr Right i tak przez całą ciążę.

Na trzecim punkcie projekt DZIECKO się zakończył. Teraz wdrażamy nowy projekt pod nazwą WYCHOWANIE który jest totalną jazdą bez trzymanki. To jak wybranie się na wycieczkę do jaskini bez latarki. Wszystko na wyczucie i intuicję. Nikt nie powiedział nam, że wychowanie to podróż kolejką górską bez zabezpieczeń . Jednak kochamy kolejki górskie i dzielnie znosimy niespodzianki, o których w projekcie DZIECKO nic nie pisało, nawet malutką czcionką.


A jak było u Was? Był projekt DZIECKO i jego realizacja krok po kroku czy pełen żywioł? 

To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge