Pstryczek w nos aurze !

19:43

Majówka, majówka i po majówce. Moje pierwsze myśli to: odpoczniemy, odetchniemy, gdzieś wyskoczymy, oderwiemy się od codzienności. A nie czekaj, czekaj oczywiście zagalopowałam się i  zapomniałam, że jestem zatrudniona na stanowisku MAMA. To najpiękniejsza praca na świecie, przynosi mnóstwo satysfakcji, radości i pięknych chwil. Ma jednak też pewien minus. W tej pracy nie ma dni wolnych, urlopów i taryfy ulowej. Zatem trzeba dopasować majówkowe plany do Małej Zet. O nie znowu mój błąd. Zapomnij o planowaniu!

Popełniając haniebny grzech planowania przy małym dziecku chwyciliśmy za telefony, by spotkać się z dawno nie widzianymi przyjaciółmi. Okazało się, że wszystkie bezdzietne jeszcze pary postanowiły opuścić miasto i wybyć w wiejsko-górskie klimaty. My niestety takie plany musieliśmy przerzucić na późniejszy termin, aż Mała Zet będzie nieco większa. Wszystko to przez wielki apetyt Małej Zet (czyt. mniej więcej co 2h) i nie dostosowanie sporej części otoczenia do możliwości karmienia piersią na żądanie w obojętnie jakim miejscu. Niestety niektórzy wciąż traktują karmienie jak czynność, z którą powinnyśmy się ukrywać w kącie własnego domu. Paranoja! Oczywiście, bezdzietni niech sobie jeżdżą, chodzą po górach itp. Przyjdzie i na nich czas ;)

Pierwszy plan nie wypalił, więc chcieliśmy wprowadzić w życie plan B. Miał być długi rodzinny spacer po parku, podglądanie wiewiórek, kaczek, podziwienia wiosennych krajobrazów, zakończone tradycyjnym majówkowym grillem. No i znowu lipa! Pogoda strzeliła focha i stwierdziła, że owszem w majówkę będzie 30 stopni, ale do podziału na wszystkie dni długiego weekendu (10 stopni w piątek, 10 w sobotę i 10 w niedzielę). Oooo nie moja droga pogodo! Tak my się bawić nie będziemy, nie z nami takie numery! Jak powiedziałam, że zjemy kiełbasę, szaszłyki i inne grillowe pyszności, to będzie koniec i kropka. To nic, że z nieba lecą żaby! Z fochem na pogodę, parasolem w ręce i zawziętą miną zrobiliśmy grilla. W zasadzie to zrobił go Mr Right, a my z Małą Zet podglądałyśmy go przez okno i dzielnie mu kibicowałyśmy machając do niego. Jesteśmy z siebie dumni, bo jakby nie było tradycji stało się zadość, otwarliśmy sezon grillowy i nie poddaliśmy się kapryśnej aurze.

Pokazaliśmy pogodzie, że nie z nami takie numery i twarde sztuki jesteśmy, więc poddała się i następne dni były już o wiele lepsze. Korzystaliśmy ile się dało, wcieliliśmy w życie wcześniejszy plan spacerowania po parku i dotlenialiśmy się na potęgę. Oczywiście wyjście z domu nie było takie łatwe. Wreszcie po długich przygotowaniach, kilku podejściach do odpuszczenia mieszkania, zakończonych długim krążeniem samochodem w poszukiwaniu miejsca parkingowego, udało nam się z Małą Zet dotrzeć na długi spacer po parku. Skupieni na mijaniu morza pieszych, rowerzystów, dzieci na hulajnogach, rolkach i innych pojazdach narkotyzowaliśmy się świeżym powietrzem, które tak uderzyło Małej Zet do głowy, że nie mogła podnieść powiek. Spała i spała co nie jest do niej podobne. Przegapiła słoneczko, jezioro, mnóstwo zieleni, ptaków i wspomnianych wcześniej ludzi (zamknęli sklepy to przynajmniej odkleiło się to wszystko od witryn sklepowych i trochę czasu w rodzinnym gronie i na świeżym powietrzu spędziło). Za to my wreszcie odetchnęliśmy pełną piersią napawając się widokami i odpoczywając psychicznie (fizycznie nie dało rady – sporą odległość pokonaliśmy)

Trzeba przyznać, że pomimo wcześniejszego zdeptania naszych planów przez pogodę i braku dodatkowego towarzystwa, weekend zaliczam do bardzo udanych. Spędzony w rodzinnym gronie, na świeżym powietrzu. Mała Zet jeszcze nie korzystała zbytnio z wizyty w parku, ale sen na świeżym powietrzu dobrze jej zrobił. Oby więcej takich dni! 

A jak wy spędziliście majówkę? Wyjazdowo czy w domu ? Podzielcie się swoimi wrażeniami? Jak z majówki korzystały Wasze Szkraby?





To Cię może zainteresować

2 komentarze

  1. Pogoda dała się wszystkim we znaki. Wyjechaliśmy z Mężem do Zakopanego, ale niewiele więcej niż spacer po Krupówkach udało się nam zaliczyć. W ciąży jednak jesteśmy trochę wyczuleni (bardziej on niż ja), żeby nie złapać jakiegoś przeziębienia, zwłaszcza że jedno już za nami. W naszym przypadku jednak każda chwila spędzona razem jest podwójnie cenna, bo na co dzień niestety trochę z tym trudno...
    Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twardzi jesteście i po zdjęciach widać, że tym grillem w deszczu udało wam się przegonić paskudną pogodę :)

    OdpowiedzUsuń

FACEBOOK

Google+ Badge