Wiosenna epidemia

19:53







Godzina 2.00 w nocy. Jestem wniebowzięta, ponieważ Mała Zet po ostatnich 
brzuszkowych perypetiach śpi sobie spokojnie i słodko, dzięki temu ja też mogę trochę odespać. Śpię sobie w najlepsze, śni mi się ogromny sklep z butami.  Wszędzie buty: szpileczki, botki, balerinki, trampki, lity, sandałki. No co tylko może być. W ręku mam portfel pełen pieniędzy z informacją, że mogę wybrać tyle butów, ile tylko będę chciała. Brak limitu kosztów. Raj, po prostu raj! Sięgam po piękne szpileczki, kolor nude, mój rozmiar, dłonią już je prawie dotykam, brakuje mi 3 cm… Nagle budzi mnie trzęsienie ziemi !! Wielki niedźwiedź ryczy w naszej sypialni, powodując drgania całego łóżka. Oczywiście w trzy sekundy zrywam się na równe nogi, święcie przekonana, że coś się dzieje z Małą Zet (gwarantuję Wam, że nigdy wcześniej tak szybko nie podniosłam się z łóżka, szczególnie, że moja kondycja fizyczna jest delikatnie mówiąc mało zaawansowana). Podbiegam do łóżeczka, z nerwów zapomniałam nawet, że powinnam oddychać. To nie ona! Mała Zet z błogim wyrazem twarzy, z lekkim uśmiechem śpi w najlepsze. Kamień z serca. Szybko rozłączam telefon, bo w międzyczasie zdążyłam już wybrać numer 112. 
Jednak ściany trzęsą się nadal, więc skoro to nie Mała i nie ja, to jest jeszcze tylko jeden podejrzany. Powoli obracam się w stronę naszego łóżka i widzę Mr Right śpi i wydaje z siebie te szatańskie dźwięki. To mogło oznaczać tylko jedno- przeziębił się, przytaszczył z pracy jakiegoś bakcyla, który teraz na dobre rozpanoszy się w naszym domu.

Szturchnęłam go dwa razy, wysłałam do kuchni po krople do nosa, gardła itp. (lepiej dmuchać na zimne) i poszliśmy dalej spać. W gruncie rzeczy stwierdziłam nie ma tak źle. Mr Right szybko się wykuruje, ma silny organizm (chyba poszukam w jego drzewie genealogicznym czy nie ma jakiegoś przodka z Syberii;). Mój błogostan nie trwał długo, ponieważ Mr Right do serca wziął sobie małżeńskie zasady „co moje, to i Twoje” (zapomniałam chyba uświadomić go, że ta zasada dotyczy raczej jego wypłaty;) Rano wstałam z bólem gardła i katarem. Niestety na mnie się nie skończyło. Mała Zet również została zaatakowana przez wielkiego bakcyla. Naszymi przyjaciółmi stały się takie istotki jak: wielkie gile, które niestety same nie wyjdą, czerwone gardło, co utrudnia jedzenie, na tym się nie skończyło, przecież sam katar to straszna nuda i pospolitość. Mała postanowiła dostarczyć nam znacznie więcej rozrywki. Tak się zapaliła do tej zabawy, że zawołała również Panią gorączkę.
Jako, że to moje pierwsze zetknięcie z tymi potworami w ciele Małej Zet to narobiłam w gacie ze strachu, spanikowałam, później był płacz, by finalnie chwycić Małą pod pachę i sarnimi susami pognać do przychodni. Dopadam drzwi przybytku, w którym mnożą się pieniądze NFZ i staję jak wryta! Kolejka do rejestracji większa niż za komuny po pomarańcze. Grzecznie ustawiam się i czekam, czekam i czekam, delikatnie popychana z tyłu przez dużych rozmiarów kobietę, która wypluwa na mnie płuca, deptana z przodu przez małego szkraba, który chyba ma problem z owsikami bo tak stópkami przebiera. Liczę do 10 i stoję nadal.

Jak to w przychodni jest też kącik dla dzieci, a tam istna dżungla. Jedna mała małpka skacze na zmianę kaszląc rozsiewając zarazki, z jej lewej lew ryczy i chociaż nie wygląda na więcej niż 5 lat, głos ma jak w czasie mutacji przez chrypkę, kilka małych śliniących żabek leży mamom na kolanach trawionych przez gorączkę. Przeraziłam się ! Chciałam uciekać, przecież mamy tylko katar i gorączkę. Już byłam jedną nogą poza kolejką, ale posłuchałam intuicji i zostałam.


Kilka chusteczek i napadów płaczu dalej wychodzę z gabinetu z całą listą magicznych mikstur, które mają Małą Zet postawić na nogi. Dziarskim krokiem udaję się do apteki by zrealizować recepty, a tym samym powiększyć moją dziurę budżetową na koncie. Oczywiście nie obyło się bez kolejki, wrogich spojrzeń i syczenia, gdy postanowiłam skorzystać z pierwszeństwa dla matek z dziećmi (ale o tym innym razem). Tak właśnie rozpoczęła się epidemia wiosenna w naszych czterech ścianach. Siedzimy robie razem, podajemy chusteczki, lekarstwa, ciepłe herbatki itp, cierpliwie tulimy Małą Zet czekając na lepsze dni. Pozdrawiamy wszystkich machając chusteczkami i pamiętajcie intuicja kobieca zawsze ma racje!

To Cię może zainteresować

0 komentarze

FACEBOOK

Google+ Badge